Działalność gospodarcza

Podpis pod tekstem AI: branding, prawo czy nadużycie – kto naprawdę jest autorem?

Sztuczna inteligencja (w szczególności najpopularniejszy ChatGPT) zmienia sposób, w jaki firmy tworzą treści. W kilka sekund generuje raporty, slogany, strategie czy listy do pracowników. To, co kiedyś wymagało godzin pracy całego zespołu, dziś powstaje po jednym kliknięciu. Ale wraz z wygodą pojawia się pytanie: kto właściwie jest autorem? Czy prezes, który sygnuje własnym nazwiskiem list napisany przez algorytm, naprawdę jest jego autorem? Czy raczej tylko twarzą komunikatu? Problem ten wykracza poza prawo autorskie – dotyka etyki, odpowiedzialności i zaufania, które w erze AI stają się równie ważne jak sam przekaz.

Kiedy algorytm pisze, a prezes podpisuje?

Wyobraźmy sobie scenariusz: marketingowiec firmy X prosi ChatGPT o stworzenie tekstu kampanii. Dwa kliknięcia, trochę promptowania, tekst gotowy. Materiał trafia do grafika, później do działu PR, a na końcu zostaje podpisany nazwiskiem prezesa. „List od Prezesa” – głosi nagłówek newslettera. Brzmi znajomo? Na pierwszy rzut oka – nic nadzwyczajnego. Ot, kolejna decyzja brandingowa. Ale z punktu widzenia prawa, komunikacji i odpowiedzialności – to już temat na osobną analizę.

Czyje dzieło – człowieka czy kodu?

Zgodnie z polską ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych, autorem może być wyłącznie człowiek. Nie algorytm, nie „system uczący się”, nie chatbot. Tylko osoba fizyczna. To ona może posiadać prawa autorskie osobiste i majątkowe, i to jej przysługują uprawnienia wynikające z ustawy. A zatem: jeśli coś zostało stworzone wyłącznie przez AI, nie przysługuje temu ochrona prawa autorskiego w rozumieniu klasycznym. W praktyce mówimy o tzw. „dziełach osieroconych” – nikt nie jest autorem, nikt nie ma praw, ale wszyscy mogą z nich korzystać. Do pewnego stopnia. Z pozoru otwiera to drzwi do wolności. Ale wolność bez kontekstu bywa ryzykowna.

Czy samo zadanie pytania jest twórcze?

Coraz częściej mówi się o tzw. twórczości przez prompt – czyli sytuacji, w której efekt pracy AI stanowi rezultat indywidualnej i twórczej pracy człowieka nad treścią polecenia. Ale tu też nie ma automatyzmu. Jeśli prompt był prosty, ogólnikowy i schematyczny, nie ma mowy o wkładzie twórczym. Nawet zastosowanie ponad 600 szczegółowych wskazówek (tzw. promptów) nie przesądza o istnieniu twórczego wkładu człowieka, który uzasadniałby przyznanie ochrony prawnoautorskiej . Ale jeśli polecenie miało przemyślaną strukturę, styl, wizję i cel – możemy mówić o współautorstwie. W praktyce sądowej nie chodzi o to, czy użyto AI, ale o sposób jej wykorzystania. Jeśli narzędzie było tylko pomocą – autor jest człowiekiem. Jeśli natomiast cały proces twórczy odbył się bez udziału ludzkiej refleksji – ochrona autorska nie przysługuje nikomu.

Nazwisko jako marka, AI jako ghostwriter

W świecie marketingu i komunikacji korporacyjnej to już niemal standard: teksty generowane przez AI są sygnowane nazwiskiem prezesa, członka zarządu, eksperta. To wygodne. Buduje wizerunek. Wzmacnia autorytet. Ale, czy zawsze zgodne z intencją i prawem? Jeśli odbiorca zakłada, że czyta autorski komentarz lidera firmy, a w rzeczywistości obcuje z syntetyczną kompilacją, może poczuć się wprowadzony w błąd. I nawet jeśli nie będzie rościł sobie pretensji prawnych, to ziarno nieufności zostanie zasiane. Wizerunek to dziś kapitał równie cenny jak dane chronione. I nie warto go poświęcać dla pozorów autentyczności.

Kiedy podpis rodzi konsekwencje prawne?

Podpisywanie treści AI nazwiskiem członka zarządu może nieść ze sobą realne ryzyka:
• Wizerunkowe: jeśli treść okaże się nietrafna, niezgodna z linią marki lub – co gorsza – krzywdząca (np. zawierająca stereotypy, nieświadome uprzedzenia), konsekwencje wizerunkowe mogą być trudne do odwrócenia.
• Regulacyjne: w sektorach regulowanych (finanse, zdrowie, farmacja, ESG, energetyka), nawet jedno nieprecyzyjne zdanie może narazić firmę na konsekwencje – od audytów po sankcje.
• Prawne: AI nie zna lokalnego prawa, nie rozumie niuansów przepisów, nie wyczuje różnicy między obietnicą a deklaracją. A sądy – owszem.
• Podatkowe: nieprawidłowe opisy produktów, błędne interpretacje ulg czy zniekształcenia treści informacyjnych w raportach mogą skutkować realnymi sporami z organami podatkowymi.

Prezes, który podpisuje się pod treścią, bierze za nią odpowiedzialność. I to nie symboliczną – lecz realną, opartą o art. 293 KSH, przepisy podatkowe, regulacje sektorowe. AI nie stanie przed komisją rewizyjną. Prezes – jak najbardziej.

Przyjęcie odpowiedzialności za tekst wygenerowany przez AI ucieleśniło się w sprawie sądowej (nr 2:23-cv-00118) toczącej się w Stanach Zjednoczonych. Pełnomocnicy z kancelarii Morgan & Morgan, reprezentujący rodzinę Wadsworthów, złożyli w jej imieniu pozew o zadośćuczyniene za poniesione straty przeciwko sieci sklepów Walmart i firmie Jetson Electric Bikes. W przedstawionych wnioskach dowodowych, pełnomocnicy powołali się dziewięć orzeczeń sądowych, z których osiem okazało się nieistniejącymi. Fikcyjne cytaty zostały wygenerowane przez wewnętrzne narzędzie AI kancelarii.
W wyniku tego naruszenia, na trzech prawników nałożone zostały sankcje finansowe – dwoje z nich otrzymało 3.000 dolarów kary, trzeci jedynie 1.000 dolarów . Sąd podkreślił, że choć technologia AI może być użyteczna w praktyce prawniczej, nie zwalnia to prawników z obowiązku weryfikacji źródeł
i przeprowadzenia rozsądnego dochodzenia w zakresie obowiązującego prawa.

AI bez nadzoru to proszenie się o kłopoty

W praktyce zdarza się, że teksty „na szybko” generowane przez AI trafiają bezpośrednio do publikacji – bez przeglądu przez dział prawny, podatkowy, ESG, IR czy PR. To błąd. I to kosztowny. W dobie transformacji cyfrowej kluczowe jest nie tylko tempo, ale też bezpieczeństwo treści. Często, korzystając z AI nie zdajemy sobie sprawy, że informacje, które są w niej zawarte, są aktualne jedynie na konkretną datę . Przestrogą przed bezrefleksyjnym korzystaniem z treści generowanych przez sztuczną inteligencję może być sytuacja, kiedy pisarka Melanie Wilson poprosiła ChatGPT o podanie słynnego cytatu z filmu Pretty Woman. Chciała go użyć w reklamie. ChatGPT dostarczył cytat, który na pierwszy rzut oka wydawał się idealny. Jednakże, po próbie jego weryfikacji, okazało się, że cytat ten prawdopodobnie został zmyślony i nie pochodzi z żadnej sceny filmu .

Dlatego:
• każdy materiał „sygnowany nazwiskiem” powinien przejść weryfikację merytoryczną,
• zespół AI (nawet jeśli to tylko jeden content manager) powinien wiedzieć, kiedy powiedzieć: „potrzebujemy prawnika”,
• a liderzy powinni mieć świadomość, że ich podpis pod dokumentem to coś więcej niż gest – to potencjalna odpowiedzialność.

Bez zasad AI staje się ryzykiem

W wielu firmach już wdrażane są procedury zarządzania AI – tzw. AI governance policies. I bardzo dobrze. Bo AI to nie narzędzie typu PowerPoint. To źródło treści, które wymaga nadzoru. Świadome firmy już dziś określają:
• kto może korzystać z narzędzi generatywnych,
• w jakim celu i zakresie,
• jak oznaczane są treści generowane przy ich użyciu,
• kto je zatwierdza i jak je archiwizować w przypadku kontroli.

Brak takiej polityki może w przyszłości zostać zinterpretowany jako zaniedbanie w zarządzaniu ryzykiem technologicznym – z konsekwencjami także dla organów nadzorczych.

Transparentność jako przewaga konkurencyjna

W erze AI to zaufanie staje się nowym miernikiem wiarygodności firmy. Nie da się go zbudować na syntetycznych fundamentach. Klienci, inwestorzy, partnerzy biznesowi – wszyscy oczekują dziś autentyczności. Nie tej dosłownej, emocjonalnej, ale spójnej i prawdziwej komunikacji, która nie udaje, że CEO codziennie pisze 12 postów na LinkedIn i newsletter do pracowników. Transparentność to nie słabość. To strategia długoterminowego zaufania.

Polityka AI: od regulacji do praktyki

W świetle rosnącej liczby regulacji (vide: AI Act w Unii Europejskiej, ale też Kodeksy Dobrych Praktyk
w sektorze reklamy), każda organizacja korzystająca z narzędzi AI powinna mieć własny AI governance policy. W dużych firmach to już standard – polityki wskazujące:
• które działy mogą korzystać z narzędzi generatywnych,
• jak oznaczać treści stworzone z ich udziałem,
• kiedy wymagana jest zgoda działu prawnego lub compliance,
• kto zatwierdza materiały przed publikacją.

Odpowiedzialne firmy zaczynają oznaczać swoje treści tagami typu: „Wygenerowano z pomocą AI
i zatwierdzone przez zespół redakcyjny”. To nie tylko zgodne z duchem przejrzystości – to też wyraz szacunku wobec odbiorcy. A przecież właśnie na tym buduje się długofalowe zaufanie. W erze AI nie chodzi już tylko o to, czy możemy coś zrobić. Chodzi o to, czy powinniśmy. Jeśli prezes naprawdę nie pisał tekstu – może warto wskazać, że to „głos organizacji”, a nie jego osobiste przemyślenia. Jeśli ekspert nie stworzył raportu – być może wystarczy napisać, że „opracowano przy użyciu narzędzi AI,
z autorską analizą X”. Transparentność nie oznacza słabości. Wręcz przeciwnie – jest oznaką dojrzałości marki. W czasach, gdy algorytmy piszą za ludzi, warto dbać o to, by to człowiek ponosił odpowiedzialność – świadomie, a nie z automatu. Bo prawda nie musi być nudna. A w długim horyzoncie – uczciwość broni się lepiej niż dobrze napisany prompt.

Nie każdy tekst musi być „od prezesa”

Nie każdy materiał wymaga podpisu prezesa. Nie każda wypowiedź musi być „autorska”. Czasem warto oddać głos zespołowi. Czasem lepiej powiedzieć: „opracowano z pomocą AI, zatwierdzono przez dział strategii”. Nie musimy udawać, że maszyna to człowiek. Wystarczy, że człowiek będzie odpowiedzialny za to, co mówi w imieniu firmy. Bo prawda nie musi być nudna. A uczciwość – nawet w wersji cyfrowej – broni się lepiej niż perfekcyjny prompt.

dr Katarzyna Turcza

dr Katarzyna Turcza

Radca Prawny

Email: biznesprawnik@turcza.com.pl

Doktor nauk prawnych, Radca Prawny, Doradca Restrukturyzacyjny. Posiada bogate doświadczenie w obsłudze prawnej krajowych i zagranicznych przedsiębiorstw m.in. z branży e-commerce, reklamowej, motoryzacyjnej oraz HORECA. Opracowuje złożone strategie prawo-biznesowe w relacjach B2B i B2C, przygotowuje umowy i dokumenty handlowe. Mec. Turcza jest autorką licznych artykułów prasowych oraz wykładowcą podczas szkoleń prawnych i webinarów.

Dodaj komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.